Boberski Adam

Listopad 25, 2008

 jpgAdam Boberski – autor zbioru opowiadań Zapiski zmarłego w domu. Posługuje się trzema stylami: patetycznym, ironicznym i patetyczno-ironicznym. Miłośnik polskiej interpunkcji. Staroświecki jak dyskietka. Czlonek Stowarzyszenia Żywych Poetów. Współpracuje z pismem literackim Red.

Recenzja A. Boberskiego dotycząca twórczości Krzysztofa Konarskiego – mieszkańca Kędzierzyna- Koźla, literata, krytyka literackiego, członka Nauczycielskiego Klubu Literackiego z Opola, sympatyka naszego klubu.

„Wyobraźnia to potęga”

Zofia Chądzyńska, tłumaczka Cortazara, w przedmowie do jego Opowiadań pisze, że niektóre opowiadania tego autora są na granicy zrozumienia. To samo można powiedzieć o prozie Krzysztofa Konarskiego z tomu Cień wędrowca. Nie chodzi tu o niezrozumialstwo, bełkot usiłujący wypełnić przeraźliwą myślową i artystyczną pustkę. Chodzi o zasłonę, jakby ikonostas, za którym wyczuwamy obecność tajemnicy. I wcale nas nie kusi, aby tę zasłonę rozedrzeć i tajemnicę poznać, wolimy, by tajemnicą pozostała, tajemnica jest atrakcyjna jako niepoznana, poza tym istnieje obawa, że po rozdarciu zasłony może się okazać, że żadnej tajemnicy nie ma. Ten ikonostas to znaki, które wskazują na istnienie czegoś, co nie wiadomo, czy istnieje, czy nie istnieje naprawdę. Tym metafizycznym zagadnieniem przepojone są opowiadania Konarskiego, a metafizyka, jak wiadomo, to esencja poezji, filozofii, literatury. Konarski raczej skłania się ku przekonaniu, że za tą zasłoną jest pustka, metafizyczna pustka, którą wypełniają ludzkie domysły, marzenia, wyobrażenia, wątpliwości, lęki. Konarski szuka znaków, bawi się szukaniem znaków, o których wie, że nic nie znaczą, bo rzeczy i zjawiska są tylko tym, czym są, i niczym więcej, ale – można powiedzieć – one, te „znaki”, tego nie wiedzą – i znaczą. Bohater opowiadania Torebka z jakąś tajemnicą analizuje serię zdjęć grupy osób, które wywołał z cudzego aparatu pozostawionego w pociągu, i wymyśla karkołomne szyfry mające odsłonić informację (może szpiegowską?) rzekomo zakodowaną w tych, i innych, zrobionych już przez niego znalezionym aparatem, zdjęciach. Podobnie jak inni bohaterowie Konarskiego, którzy utracili wiarę w Boga, ale nie utracili „metafizycznego poczucia dziwności istnienia”, szuka sensu, prawidłowości, systemu, tajemnicy, po to, by stwierdzić na koniec, że poszukiwania te są daremne. W pewnej chwili jego wzrok pada na muszlę, która była w torebce razem z aparatem, a na którą dotychczas nie zwracał uwagi. „Była piękna – czytamy w opowiadaniu – aż dziwne, że nie została stworzona ręką człowieka. Niemal koronkową fakturę ubarwiały ciemne plamki symetrycznie rozmieszczone w równoległych szeregach, karbowana szczelina, ząbkowana podstawa. Przytknął ją do ucha. Z wnętrza muszli lub z najbardziej zagadkowych miejsc jego mózgu dochodził szum oceanicznych głębin, jakby z istoty odległej tajemnicy dotarła do niego fala miarowej muzyki, cichej i spokojnej, usypiającej, intrygującej, niepowtarzalnej, jakby synteza wszystkich dźwięków skupiona w jednym zwiniętym w stożkowaty rulonik tworze nieświadomego innego świata artysty. Idealny instrument, który z przypadku czyni znaczenie.” „Przypadek” to kluczowe słowo w książce Konarskiego. Przypadek rządzi życiem człowieka. Przypadek, który nie ma z góry założonego sensu, ale niektórzy mu ten sens przypisują i nazywają go przeznaczeniem. Zacytowany zaś fragment to jedna z nielicznych podpowiedzi interpretacyjnych autora. Zwykle, po przeczytaniu kolejnego opowiadania, czytelnik myśli tak: nie wiem, o czym to dokładnie jest, ale to ciekawe, nie potrafię tego zinterpretować, ale interpretacja nie jest mi potrzebna, przeczytam to po jakimś czasie jeszcze raz, to może mi się więcej rozjaśni w głowie, więcej z tego zrozumiem. Cień wędrowca, proza wieloznaczna, gęsta od znaczeń, pełna mrocznych tajemnic i nierozwiązywalnych zagadek, zasługuje co najmniej na powtórną lekturę.

„Skąd pan czerpie pomysły fabuł?” – pyta dziennikarka pisarza w jednym z dwudziestu opowiadań Krzysztofa Konarskiego. „Z wyobraźni” – odpowiada pisarz, ku zaskoczeniu dziennikarki, i dodaje: „Wyobrażam sobie, że coś takiego mogło się wydarzyć”. „Wyobraźnia” to kolejne kluczowe słowo w tej książce. Wielu nie docenia wyobraźni, nie dowierza wyobraźni autorów, sądząc, że jedynie to jest godne opowiedzenia, co wydarzyło się naprawdę i zostało zweryfikowane przez życie, a najlepiej jeśli przeżył to sam autor. Gdyby tylko taka formuła obowiązywała i była stosowana, o ile uboższa byłaby literatura! Bo przecież z wyobraźni, a nie z życia, Kafka – autor niewątpliwie bliski Konarskiemu – wysnuł opowieść o człowieku, który budzi się przemieniony w owada, czy o człowieku, który budzi się w sądowym koszmarze, gdzie nie dane mu jest nawet, przez cały czas trwania procesu, aż do egzekucji, dowiedzieć się, o co został oskarżony. Inna sprawa, że rzeczywistość dwóch totalitaryzmów doścignęła i prześcignęła wyobraźnię Kafki. Wyobraźnia i życie ścigają się nieustannie, wyobraźnia prześciga życie, by następnie zostać przez nie prześcignięta. O tym współzawodnictwie, o tym ściganiu, o wzajemnych relacjach między życiem a wyobraźnią wiele jest w twórczości Konarskiego. Krzysztof Konarski uznaje suwerenność i pierwszeństwo wyobraźni w akcie tworzenia. Najpierw jest pomysł, idea, zrodzona z wyobraźni, a potem dopasowuje się do tego odpowiednie detale wzięte z życia. Literatura jest dla Konarskiego grą wyobraźni, która – wedle starej, sprawdzonej metody – z istniejących, znanych elementów tworzy nową całość, układankę, jakiej jeszcze nie było.

Tak, wyobraźnia to potęga. Można by sądzić, że Krzysztof Konarski wyobraził sobie dobrą książkę, i siebie jako jej autora, i pod dyktando tego wyobrażenia ją napisał.

aut. Adam Boberski