Baczyńska Mirosława

Październik 12, 2015

Wiersze Mirosławy Baczyńskiej – wybór Autorki

Moje Kujawy

Moja okolica

od pradawnych czasów

leży pośród jezior

i zielonych lasów.

W lesie śpiew ptaków,

w stawie żab kumkanie.

W maju najpiękniejsze

słychać ich śpiewanie.

Leśne dróżki, strumyk,

wszystko to zachwyca,

więc wielu turystów,

latem się tu spotyka.

Piękne te Kujawy,

pagórki, jeziora,

lecz najpiękniejsze,

gdy jest letnia pora.

Gdyby Oskar Kolberg

Polskę dziś przemierzył,

to w takie zmiany

pewnie by nie wierzył.

Nie ma tamtych Kujaw,

chałup strzechą krytych.

Chłop nie umiał pisać,

chłop nie umiał czytać.

 

Żyć z Bożą miłością

Zamknięta w czterech ścianach,

od  wieczora do rana

i od rana do wieczora.

Narzeka, że jest chora,

że słabo się czuje

i nikogo nie przyjmuje.

Tak mija rok po roku.

 W samotności z boku.

 – Aby do lata – mówi,

wtedy wyjdę do ludzi.

Usiądę na balkonie,

pies będzie leżał koło mnie,

twarz słońce mi ogrzeje,

sąsiad się do mnie  zaśmieje.

 I będę z tą starością

 żyć z bożą miłością.

Przygoda koziołka Ignasia

 W malutkiej chatce na skraju lasu,

przyszedł na świat koziołek Ignasiu.

Skakał i brykał, mówił do mamy,

że nigdy nigdzie nie puści jej samej.

Mama Koziołka bardzo kochała,

więc zawsze wszędzie go zabierała.

Mama na łące trawę skubie,

Koziołek szuka, gdzie ma obuwie.

Jak podskakuje, to każdą grudkę,

kamyczek czuje,

znalazł obuwie troszkę za duże,

trzeba uciekać, bo słychać burzę.

Biegnie Ignasiu, burza go goni.

– Gdzie teraz przed deszczem się schroni?

Biegnie Koziołek na polanę,

gdzie brykał, skakał i widział mamę.

Wiatr mocno wieje, rzeka wylała,

pod wodą jest już polana cała.

Buty Ignasia mokre i ciężkie,

nie wiedział, kiedy i już był w rzece.

Woda go niesie, to znów zanurza,

do tego grzmoty i straszna burza.

Ignasiu woła: Mama, mama!

Lecz znów porwała go wielka fala

i wyrzuciła na konar drzewa.

Burza ustała, wiatr przestał wiać,

więc mama zaczęła koziołka szukać.

Głośno woła i głośno krzyczy,

wyrwane drzewo przed sobą widzi.

Co tam leży na tym konarze…

To jakiś worek jest poszarpany.

Jeszcze raz mama spojrzała

i wtedy koziołka swego poznała.

– Mój koziołeczku, ach mój malutki,

to wszystko przez te za duże butki.

Ignasiu teraz z dziadkiem zostaje,

gdy  jego rodzice są na polanie.

…………………………………………………………………………………….

Pani Mirosława przystąpiła do  grona autorów naszego Klubu,
którzy przygotowują do wydania książkę dla dzieci.