Podziwiam KAZIMIERZA SŁOMIŃSKIEGO….z pozdrowieniami Klub Literacki „Brzeg”

listopad 12, 2025

Podziwiam Kazimierz Słomińskiego – literata z Białegostoku. Literata, mało powiedziane, ponieważ jest organizatorem życia w Nauczycielskim Klubie Literackim, redaktorem książek oraz systematycznie wydawanego kwartalnika „Najprościej”, które to numery czytamy wszystkie, gdyż Kaziu nam przysyła. A prywatnie czuły mąż Irenki (poetki, redaktorki, recenzentki). W piśmie drobną czcionką jest odnotowane każde spotkanie w gronie ludzi związanych z Klubem, każda książka nadesłana do Autora, każda recenzja. W ten sposób Kazimierz świetnie aktywizuje autorów rejonu i nie tylko, gdyż piszą i są publikowani, a wiadomo druk ma moc, nie umknie tak szybko jak wpis na FB po tygodniu. K. Słomiński jest dobrze znany jako autor aforyzmów i fraszek, czasami miniatur własnych (tak nazywa swoją formę). Na spotkaniach Klubu wynajdujemy takowe, aby się uśmiechnąć lub zamyślić. Ostatnio wydał książkę „Haiku. Przekłady. Miniatury własne”(Białystok 2025), która potwierdza mocne rozeznanie w tym obszarze twórczości, gdyż pisze we Wstępie, że pierwszy kontakt z poezją japońską miał w 1960 r. poprzez zbiorek „ Z krańców Azji”. Następnie poznał książkę Wiery Markowej (w j. rosyjskim), która dokonała tłumaczenia haiku z XVII do XIX w. Tak zaczęła się fascynacja Autora krótkimi formami, które są przykładem kunsztu pisarskiego.

W nowej książce są rozdziały: Haiku z klasycznej poezji japońskiej XVII – XIX w. oraz Miniatury własne. Przyznam, ze kłaniam się nisko wszystkim autorom sięgającym po te mini-formy. Wymagają one doskonałego poruszania się w zawiłościach języka oraz dyscypliny językowej. Tu każde słowo jest cenne – na wagę złota. A ja po każdym przeczytanym haiku biorę oddech i czytam jeszcze raz (widziałam i słyszałam, tak czynią autorzy przed publicznością). Trzeba bowiem przystanąć na chwilę i się zastanowić, wymagają one bystrości myślenia.

Miniatury dotykają wszystkich tematów, najważniejsze są dla mnie te, które są sarkastyczne, niektóre nawet ranią. Przyznam, że za wiele tych utworów na raz nie jestem w stanie poznać, bo męczy się mój umysł. A więc leży książka niedaleko mnie i sięgam po nią jak po tabliczkę czekolady (najbardziej lubię tę gorzką).

Oto zapamiętane miniatury własne Kazia, które zatrzymały mnie na chwile dłuższe lub krótsze:

Uśmiech lata
Na plaży leżą nudyści

z listkiem figowym

na nosie.

 

Obrazek z natury
Nic się nie dzieje.

Przechodzi publiczność

zapatrzona w siebie.

 

Liryczne przesłanie
Poeci,

zdejmujcie czasami laury.

Choćby przed snem.

 

13 lipca 1948 r.
To był mój szczęśliwy dzień.

Wtedy

przyszedłem na świat.

 

Sarkazm
O ironio –

oczy się śmieją,

ale nie z radości!

 

Błazen
On jeden

musi myśleć głośniej,

żeby zauważono, że jest.

 

Wypadek uliczny
Ciało bezkształtne,

tylko z ust sączy się cicha modlitwa krwi.

 

Spacer po lesie
Pod stopami szeleszczą liście.

Doczesne szczątki

złotej jesieni.

 

***

Zielone światło –
może przechodząc nie wpadnę

pod samego siebie.

 

***
Nawet księżyc

nad polską biedą

coraz bardziej blady.

 

***
Cykady

dziś chyba na cyku.

Koncertują wesoło.

***
Księżyc zapatrzył się

w zwodniczą toń jeziora

i nawet mu nieźle odbiło.

 

Aleja w parku. Próbuję wolno

dojść nią do siebie.

 

Ars poetica? Drobina harmonii szuka

poety.

 

Barwy jesieni. Złoto i czerwień opada,

zostaje szarość.

 

Magia tworzenia? Wystarczy tylko

tchnąć w słowo duszę.

 

Nie jestem aż taki naiwny, chciałbym być

tylko szczęśliwy.

 

Nie lubię hipermarketów.

One chciałyby

konsumować człowieka.

 

Nowy Rok. Tylko przyszłość znów

gdzieś się zapodziała.

 

Przez ludzkie wnętrze biegnie zygzakiem

droga donikąd.

 

Przypływ głupoty. Znów się potykam

o samego siebie.

 

Wszystko odchodzi. I raj na ziemi

odszedł do nieba.

……………………………………………

Art. Romana Więczaszek