Brzeskie Centrum Kultury – spektakl „7 minut po północy” – reż. Zuzanna Bartczak
maj 11, 2026Osamotnienie, cierpienie, albo gorzej – osamotnienie w cierpieniu. Nie radzą sobie zwłaszcza ludzie młodzi, w dodatku popychani boleśnie przez znajomych ze szkoły. Temat wciąż żywy, zapewne i mocniejszy, gdyż osamotnienie i hejt w necie trzymają mocno, aż do samobójstw.
Spektakl jest ostrzeżeniem. Dlatego po nim widzowie byli smutni, niektórzy ocierali łzy. Każdy ujrzał siebie, a postaci występujących było wiele. Spektakl pt. „7 minut po północy”, 9.05.2026. na podstawie powieści Patricka Nessa (pisarz amerykańsko-brytyjski), opartą na pomyśle znajomej śp. Siobhan Dowd.
Na sali dużo młodzieży, ekipa teatralna, to także młodzi aktorzy. ZUZANNIE BARTCZAK – pani reżyser, również z powodu lat, bliskie są te tematy. Wyobraźnię i intuicję odbioru ma wspaniałą, zadziałała dźwiękami, słowami, a przede wszystkim obrazem na ekranie. Momentami rekwizytem było jedynie krzesło. Nic nie rozpraszało naszej uwagi, oprócz (niestety) zbyt cichej słyszalności niektórych kwestii oraz braku przepływu powietrza. Nie myśleliśmy o tym, gdyż wykonawcy zabrali nas w świat myśli-baśni chłopca Connora, który wołał w cichości: Ratunku! Straszydło – siedem minut po północy, cienie i podcienie wzniecały nastrój. Connor słuchał, myślał i zadawał pytania.
Działo się, zwłaszcza w naszych sercach, bo jakże tu nie współczuć chłopcu, którego mama umiera na nowotwór, a blisko niego jeszcze nigdy nie przeszła śmierć! Ojciec? Nie warto mówić. Niedobrze z wszystkim ojcami, którzy się rozwodzą i udają miłość do dziecka. Mit dobrej babci na początku też obalony! Bohater czuje się niewidzialny, ludzie go omijają. Normalnym odruchem jest bójka – zaznaczenie swojej obecności na ziemi.
Z czasem Connor nabiera pokory i zrozumienia. Sztuka mówi prawdę, RAK jest pewny siebie… mama umiera.
Podziwiamy grę młodego aktora/ głównego odtwórcę (nie było nazwisk na plakacie), bardzo wiele odsłon emocji, w pełni zaangażowany w postać, wyrazisty, bardzo skupiony na mimice twarzy, gestach, ale nie przerysowanych. Świetnie utożsamił się z postacią powieści z 2011r. autorstwa Patricka Nessa, opartą na pomyśle zmarłej Siobhan Dowd.
Po zakończeniu przedstawienia ludzie na widowni Małej Sceny BCK wstali. Nie było ochów i achów, były przytulania i rozmowy, kwiaty. Pani Zuzanna podziękowała i ze wzruszeniem przedstawiła nazwiska wykonawców.
Dziękujemy za moc przeżyć i myśl, która po spektaklu zostaje. Grupa ludzi żywego słowa należy do Teatru Dnia Niepowszedniego, zapoczątkowanego kiedyś przez Marię Dorotę Herman.
………………………..
Art. Romana Więczaszek – Klub Literacki „Brzeg”